DOBRY "SZOPING" NIE JEST ZŁY...

Wiosna pełną gębą: słonko świeci, ptactwo świergoli, i, jak co roku o tej porze - cały brud tego świata bezwstydnie wyłazi spod ziemi. W każdym gospodarstwie zaczyna się więc rytualne sprzątanie, wśród pań rusza wyścig na mycie okien.  Ale jest to także czas, kiedy uważniej oraz krytyczniej przyglądamy się sobie w lustrze, by wreszcie wyruszyć na wojnę z rozmaitymi zimowymi naleciałościami: suchą mierzwą na łbie, siną cerą  i  nadprogramowym wałkiem dookoła kibici. Zanim to jednak nastąpi, dobrze jest się najpierw porządnie zmotywować i wybrać na ciuchowe zakupy. Tak też wczoraj uczyniłyśmy, ja i moja starsza córka.  Niedziela była w sam raz, cała wolna od czegokolwiek, ciepła, pogodna, biorytm odpowiedni, nic, tylko latać od sklepu do sklepu. Niestety, jak stwierdziła  Starsza, miałyśmy „zły szoping” i nic godnego uwagi nam się nie trafiło.  Za to dziś…

Starsza, od czasu jak dostała prawo jazdy przeganiana jest przez nas (rodziców) samochodem po mieście przy byle okazji, dla nabrania obycia na drodze. Dziś okazją było zawiezienie Młodszej do szkoły, z przystankiem w centrum w drodze powrotnej, jednakże bez zamiaru robienia zakupów. Ale co z tego, kiedy akurat się okazało, że właśnie mamy „dobry szoping”? W dzień „dobrego szopingu” według teorii Starszej prawie  każdy ciuch jest piękny,  pasujący jak ulał i przydający nosicielowi wdzięku,  a wszelkie inne  napotkane dobra  – niezbędne i pożyteczne.

Na początek nabyłyśmy więc trochę (niezbędniych i pożytecznych ) mikstur i mazideł do pozimowej renowacji urody, a potem  po parę sztuk garderoby dziennej i nocnej. Dalszy „szoping” ograniczył nam bezlitosny upływ czasu i pieniądza…

Już jakiś czas temu, niestety, zauważyłam, że moja Starsza ma na mnie zły wpływ, jak ten Boa- Kusiciel na Rajską Ewkę.  I że potrafi mnie przekonać do kupna najmniej przewidzianej przeze mnie rzeczy. Dziś ocknęłam się dopiero przy różowej czapce-rogatywce, na której kupno namawiała mnie  Starsza, twierdząc, że będzie mi świetnie pasowała do… piżamy.

4 kwiecień, 2011r.