ROZMOWY Z CIECIEM

 Odcinek I  

WYBORY IDOM…

… oznajmił cieć, zmiatając liście z chodnika, po czym wycelował miotłą-niby-strzelbą w wizerunek na słupie. Ot, kawał taki. Ciecia nawet śmieszył. A ja co na to?

   -  Panie, z czego tu się śmiać - mruknęłam posępnie i wsiadłam do auta.

No, bo z czego? Z każdego słupa, płota, przystanku autobusowego, ścian przydrożnych domów i czego się tylko da - zewsząd, zwisają TWARZE. Z większym, lub mniejszym kawałkiem kadłuba. Jadąc przez miasto, z każdej strony wpijają się we mnie setki oczu. Jedne błagalne, skamlące:  wybierz mnie, wybierz mnie, wybierz… Inne, bardziej pewne siebie, mrugają figlarnie: no co ty, mnie nie wybierzesz? Czyż nie było nam dotąd razem dobrze?…  Jeszcze inne, dumne i chmurne, walą z grubego kalibru: Twoja przyszłość, to JA! JA!!! JAAA!!!!

   -  No więc mam teraz spory problem - po powrocie zagadnęłam do ciecia, który nadal ganiał się z liśćmi.

   -  Jeden ino? Dobrze chociaż, że spory - skrzywił się rubasznie cieć.

   -  Bo tylu jest tych kandydatów, a każdy z nich marzy tylko o tym, by podnieść mi stopę…

   -  Procentową? - zainteresował się cieć. - Bo ja mam odłożone trzy stówy i się zastanawiam, w co je ulokować…

   -  Nie, życiową - zgasiłam jego zapał. - I każdy do mnie z sercem na dłoni z tych słupów, płotów,  a ja… Ale cóż ja, biedny wyborca, mogę, kiedy dysponuję tylko jednym głosem?  Najchętniej  postawiłabym krzyżyk każdemu z nich!

   -  Z pani to śmieszna babka jest! - ucieszył się cieć. -  Ale pani jednej powiem: następną razą i ja zastartuję.

   -  Tak? Oj, to bardzo ładnie, że się w panu taki społecznik obudził! Choć z drugiej strony nic dziwnego, zawsze pan przecież narzekał na to, na tamto, a już najbardziej chyba na dziury w chodnikach… Jako radny będzie pan mógł się zająć wszystkim osobiście - trysnęłam  radosnym słowotokiem.

   -  Wie pani co? - cieć oparł się o miotłę i rozmarzony spojrzał w niebo.  - Dziura w nawierzchni to mnie obchodzi jako ciecia i panią, jako obywatelkę. Ale jak się już zasiędzie na tym stołku, to się patrzy ino jednej dziury. Tej, na której się siedzi. 

8 listopad, 2010r.