DARY LOSU

     Od pewnego czasu zaczęło panować przekonanie,  że na kulturze przestało władzom zależeć. Nie, nie takiej „ą”, „ę” – żeby mnie ktoś źle nie zrozumiał, bo absolutnie nie o to mi chodzi. Władze tego typu kulturę umią doskonale, swobodnie posługując się słownictwem w rodzaju: „proszę uprzejmie”, „dziękuję bynajmniej”  oraz "bardzo mnie przyjemnie”.

     Chodzi  mi o działalność kulturalną, dzięki której obywatel coś sobie czasem obejrzy, czegoś posłucha, w czymś  pouczestniczy, a nawet wzbogaci się duchowo.  I może rzeczywiście gdzieś komuś przestało na tym zależeć, ale nie w naszym mieście!  Działam w tej branży lat… ho,ho  i trochę, i muszę przyznać, że najmniej trzykrotnie w swojej karierze  spotkało  mnie niezwykle miłe wyróżnienie, by nie rzec: swego rodzaju nagroda za dobrą pracę.

       Dokładnie dekadę temu (prawie do dnia i godziny) wyróżniłam się twórczo tak bardzo, że ówczesne szefostwo mojej firmy przeniosło mnie  na maleńką placóweczkę do maleńkiej dzielnicy, bym ten swój jasno gorejący kaganek (co ja mówię, KAGAN) zaniosła ludziom, którzy nie mieli dotąd zbyt wielu okazji by się pławić w blasku twórczości tak jasnym, jak moja właśnie.  Moja wdzięczność dla przełożonych nie miała granic.

     Kiedy po paru latach uznano, że spełniłam dobrze swoją misję, postanowiono, że teraz powinnam zrobić coś dla seniorów. Założyłam  teatr  amatorski dla osób dorosłych, głównie emerytów. Zebrała się całkiem spora grupa miłośników Melpomeny, chcących zabłysnąć na teatralnych deskach.  W jeszcze innej placówce,  bo ona takie deski posiadała. Inicjatywa znów się powiodła: kilkanaście spektakli w około dwa lata, setki widzów,  sława - nie tylko lokalna, wywiady, autografy, fani i te rzeczy :)

     Dziś znowu nie posiadam się ze wzruszenia  (dosłownie trudno mi je opanować) na wskutek gorących i szczerych słów uznania ze strony przełożonych, troski o mój komfort pracy, wparcia oraz kolejnej nagrody za efektywność: przeniesienia  mnie na następną placówkę do innej dzielnicy miasta, gdzie scena jest o całe trzy i pół  metra  większa, bym mogła jeszcze bardziej się rozwijać  i tworzyć z większym (o trzy i pół metra) rozmachem. Stworzona przeze mnie grupa teatralna tam już działała nie będzie, ale co tam: z pewnością na dodatkowe trzy i pół metra sceny skusi się jakaś inna. Seniorów jest wielu, a podobno idzie ku temu, że będzie jeszcze więcej i ten dodatkowy metraż na scenie jest konkretną wizją przyszłości. 

       Tak więc,  każdemu, kto by śmiał powiedzieć, że w naszym mieście nie docenia się ludzi twórczych, a kulturę traktuje się po macoszemu, wyzwę na udeptaną ziemię i  osobiście zerwę ze łba wszystkie trzy pawie czuby.  Bo moim zdaniem należy  przecież docenić i okazać wdzięczność ludziom, którzy wiedzą znacznie lepiej od nas co dla nas dobre i pragną nas tym dobrem otoczyć ze wszystkich stron. Ja osobiście wdzięczna jestem niezmiernie :))))


8 październik' 2015