W tym roku Święta Bożego Narodzenia idą do mnie powoli, majestatycznie, bez zbędnej gorączki i emocjonalnego szantażu ("Idziemy! Myj okna, pucuj dom, zagniataj pierniczki!!!"). Od tygodnia jestem na wolnym i w rozsądnym tempie (na ile pozwolił mi bolesny kręgosłup) aczkolwiek systematycznie i do przodu - zrobiłam już wszystko, czego chciały ode mnie święta. Oprócz kulinariów, bo za wcześnie...  Z roku na rok racjonalizuję bożonarodzeniową wyżerkę, odchodząc od hasła "tradycja" na rzecz nowego, mojego własnego: "ekstradycja". Co do ilości - nie zaś rodzaju i jakości potraw. Każdorazowo stawiam sobie za cel, że wraz z zakończeniem się świąt powinno się (w sposób naturalny) skończyć jedzenie w lodówce.

W związku z powyższym Wszystkiego Najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia, dużo radości, miłości i beztroskiego spokoju - życzę moim drogim czytelnikom oraz każdemu, kto wpadnie na moją stronę celowo badź przypadkiem.